Marek Nowicki

adwokat

Prowadzę kancelarię w Bielsku-Białej, ale doradzam twórcom i przedsiębiorcom z całej Polski. Mam przyjemność łączyć zainteresowania z życiem zawodowym - moją pasją są technologia i gry wideo, a na co dzień zajmuję się głównie prawem autorskim, przygotowując umowy, regulaminy i pisma dla branży kreatywnej i e-commerce...
[Więcej >>>]

Potrzebujesz porady albo umowy?

Plagiat a inspiracja – jak korzystać legalnie z cudzej twórczości?

Marek Nowicki10 kwietnia 2022Komentarze (0)

Dzisiaj postaram się wyjaśnić na podstawie przykładów czym różni się legalna inspiracja od naruszenia praw autorskich, nazywanego potocznie plagiatem. Potocznie, bo plagiatem w sensie prawnym jest przypisanie sobie cudzego autorstwa, a nie przekroczenie granic legalnej inspiracji, ale ja zostanę tutaj przy potocznym znaczeniu.

Jeśli jesteś na blogu pierwszy raz, to zachęcam do zapoznania się z poprzednimi wpisami <wstęp i ciąg dalszy>, w ramach których skupiłem się na wyjaśnieniu co i kiedy jest chronione przez prawo autorskie z odwołaniem do konkretnych przykładów – zarówno takich abstrakcyjnych, jak i takich, z którymi spotykamy się codziennie, niekoniecznie poświęcając temu szczególną uwagę.

Z kolei <tutaj> wyjaśniłem co to w praktyce oznacza, że utwór (czyli grafika, zdjęcie, tekst, kompozycja i inne – więcej szczegółów w zalinkowanym wpisie) jest chroniony prawem autorskim i jakie uprawnienia ma osoba, której przysługują prawa autorskie.

Dzisiaj czas na połączenie powyższych wątków i wyciągnięcie wniosków co do tego jak korzystać legalnie z cudzej twórczości.

Kiedy inspiracja jest legalna?

Można powiedzieć, że oparcie się na cudzej twórczości będzie legalne wtedy, jeśli nie powielimy ze źródła twórczych elementów, czyli takich, które mogłyby być chronione prawem autorskim.

Co to dokładnie znaczy?

Odwołam się do własnego wpisu, który jest dostępny <tutaj>:

Znaczenie ma tylko i wyłącznie to, czy tworząc coś, podejmujesz twórcze decyzje.

Jeśli rysujesz od kalki, kopiujesz 1:1, albo postanawiasz narysować prostą linię o długości 10 cm, to trudno mówić o świadomych wyborach, bo Twoje wybory są ograniczone do zera albo prawie do zera. Jaka jest szansa, że dwie osoby na świecie narysują identyczną prostą linię o długości 10 cm?

Duża, prawda?

Bierze się to właśnie stąd, że chcąc narysować prostą linię nie masz za bardzo swobody twórczej, bo pozostaje Ci dobranie koloru. A jeśli robisz to niebieskim długopisem na białej kartce A4, to nawet i to Ci nie pozostaje.

A zatem jeśli to „coś” w ogóle nie jest utworem (nie ma charakteru twórczego), tak jak np. logo Nokii, pisuar Duchampa, albo banan przyklejony do ściany taśmą izolacyjną, to sprawa jest względnie prosta – mamy zielone światło i nie naruszymy praw autorskich (ale uwaga, świat się nie kończy na prawie autorskim i trzeba też uważać np. na znaki towarowe i wzory przemysłowe, o których niedługo napiszę).

Gdzie jest granica inspiracji?

Najwięcej problemów nastręcza sytuacja, kiedy źródło naszej inspiracji jest jednak utworem (czyli ma charakter twórczy), a my po prostu tworzymy coś podobnego sugerując się oryginałem, bardziej lub mniej świadomie. W takim przypadku trzeba zidentyfikować czy rzeczywiście powieliliśmy jakikolwiek element twórczy, czy tylko sam pomysł.

W praktyce często się to sprowadza do pytania, czy zrobiliśmy “to samo, ale po swojemu”, czy dosłownie skopiowaliśmy 1:1. Najłatwiej zobaczyć to na przykładach:

Plagiat a inspiracja Marek Nowicki adwokat prawo autorskie Bielsko

Po lewej oparta na przestrzeni negatywnej grafika Nomy Bara, a po prawej okładka tygodnika Przekrój autorstwa Daniela Horowitza.

Plagiat czy inspiracja?

Dziennikarz amerykańskiego “The Atlantic” jest święcie przekonany, że przy opracowywaniu okładki Przekroju doszło do plagiatu, nazywając go <tutaj> przypadkiem rażącej kradzieży (tłum. własne).

O ile dyskutowanie z poglądami znalezionymi w Internecie nie ma większego sensu, o tyle na blogu poświęconym prawu dla grafików i innych zawodów kreatywnych wypada się z takimi mitami bezwzględnie rozprawiać, dlatego powiedzmy sobie jasno – nie doszło do żadnego plagiatu ani innego naruszenia, a co najwyżej do legalnej inspiracji, polegającej na wykorzystaniu pomysłu, a nie elementów twórczych znalezionych w cudzej twórczości.

Skomplikowane?

Niekoniecznie – spójrz wyżej na tekst powyżej komentowanej grafiki. Wystarczy ustalić, czy Daniel Horowitz, autor okładki przedstawiającej Hitlera z wąsem w formie kodu kreskowego, zrobił mniej więcej to samo co Noma Bar, ale po swojemu, czy rzeczywiście skopiował całość albo część Hitlera autorstwa Nomy Bara. Jeśli zrobił coś podobnego, ale po swojemu, to nie ma naruszenia.

Dalej masz wątpliwości?

To zastanówmy się wspólnie co by było, gdyby jednak uznać, że Noma Bar ma prawa autorskie do używania kodów kreskowych zamiast wąsów. Jak pisałem, oznaczałoby to, że nikt na całym świecie przez całe życie Nomy Bara, a także przez 70 lat po jego śmierci, nie mógłby narysować twarzy z kodem kreskowym, bo inaczej naruszyłby prawa autorskie do… no właśnie, do czego, do przestrzeni negatywnej? Do kodów kreskowych? A może do używania kodów kreskowych w portretach? Do przedstawiania Hitlera przy użyciu kolorów czerwonego i czarnego, które są kojarzone z III Rzeszą?

Absurd.

Tym bardziej, że oprócz autorskich praw majątkowych, które wygasają po 70 latach od śmierci twórcy, są jeszcze autorskie prawa osobiste, które trwają w nieskończoność, co oznacza, że nawet za 5000 lat używając kodów kreskowych jako zamiennika wąsa (albo kodów kreskowych w ogóle? Trzeba zapytać tego dziennikarza z The Atlantic…), należałoby na przykład informować, że autorem tego zabiegu był “starożytny” Noma Bar.

Jeśli dochodzimy do takich wzniosłych konkluzji, to oznacza to, że prawdopodobnie gdzieś popełniliśmy błąd w rozumowaniu.

OK, bierzemy na warsztat jeszcze jedno porównanie i zaraz wszystko powinno być jasne.

Nie ma to jak srogi plagiat.

Plagiat a inspiracja Marek Nowicki adwokat prawo autorskie Bielsko

Okładki Dużego Formatu i National Geographic kontra polityk-ekspert z Twittera.

Znowu okładki – tym razem Duży Format i National Geographic, a głównym bohaterem jest torba foliowa (reklamówka, siatka, zrywka, czy jak kto woli) przedstawiona jako góra lodowa, o którą się możemy niedługo rozbić jak Titanic, jeśli dalej będziemy traktować Ziemię tak, jak przez ostatnie 150 lat.

A więc plagiat czy inspiracja?

Jak widać na załączonym powyżej screenie z Twittera, politycy, podobnie jak dziennikarze, nie mają wątpliwości, że doszło do srogiego plagiatu.

Ale my nie jesteśmy na Twitterze i nie szukamy lajków ani retweetów w postach ograniczonych do 280 znaków, więc zróbmy to porządnie.

Po pierwsze sprawdźmy czy okładka Dużego Formatu jest czymś podobnym, ale zrobionym w całości “po swojemu”, czy jednak doszło do powielenia (choćby w części) tej samej grafiki, która znalazła się na okładce National Geographic.

Doszło?

Trudno nie dostrzec podobieństwa, ale przecież nie ma powielenia 1:1. I tutaj można byłoby zakończyć, ale idąc za ciosem sprawdźmy na wszelki wypadek co by się stało, gdyby ekspert z Twittera miał rację. A stałoby się mniej więcej tyle, że przez całe życie autora grafiki z okładki National Geographic i 70 lat po jego śmierci nikt na świecie nie mógłby albo posługiwać się torbami foliowymi w ogóle, albo przynajmniej nie mógłby korzystać z pomysłu polegającego na przedstawieniu góry lodowej jako torby foliowej.

I tak samo jak w przypadku kodu kreskowego będącego substytutem wąsa, do końca świata przecież trwałyby prawa autorskie osobiste twórcy grafiki, którego trzeba byłoby wskazywać jako autora.

Brzmi to rozsądnie?

Nie za bardzo. Prawo autorskie jest skonstruowane tak, żeby chronić twórczość, ale jednocześnie nie hamować rozwoju nauki i kultury. Przyjmując natomiast logikę tych, którzy widzą wszędzie zbyt wiele plagiatów, dojdziemy do szybkiego przekonania, że w zasadzie wszystko już zostało dawno wymyślone – używanie tekstu do komunikacji, posługiwanie się językiem, fontem, obrazkami. Nawet kolorów mamy skończoną ilość, więc może od dzisiaj ograniczę się do używania czarnego i białego? Motyla noga, przecież używanie czarnego fontu też ktoś wcześniej „opatentował”, no i jak tu żyć…

Rozwiewając zatem resztkę wątpliwości – w wojnie o foliową torbę nie doszło do przejęcia elementów twórczych, tylko co najwyżej do przejęcia pomysłu, czyli mamy legalną inspirację, a nie plagiat.

Podsumowanie – plagiat a inspiracja

Niestety dla nas wszystkich, na temat prawa autorskiego wciąż krąży niezliczona liczba mitów. Tym gorzej, że takie mity są często powielane również przez osoby, które z racji wykonywanego zawodu powinny się trzykrotnie upewnić co do swojej nieomylności zanim rzucą w czyjąś stronę oskarżenie o plagiat.

Biorąc pod uwagę, że plagiat (zarówno w tym prawnym znaczeniu, jak i tym potocznym) jest przestępstwem, trudno się w tego typu sytuacjach nie skrzywić, zwłaszcza, że takie “niewinne” oskarżenie może na fali internetowej nagonki przekreślić komuś karierę, albo przynajmniej przyprawić go o kłopoty w pracy i niepotrzebny stres.

Z drugiej strony intencje wspomnianego dziennikarza i polityka były dobre, więc niech każdy oceni sobie takie postępowanie sam, a kiedy przyjdzie mu samemu oceniać plagiat, to niech najlepiej wróci tutaj 🙂

Podsumowując, trzeba odróżniać powielenie pomysłu od powielenia twórczych elementów, które są chronione prawem autorskim. W tym pierwszym przypadku dochodzi do legalnej inspiracji, w tym drugim natomiast dojdzie (z pewnymi wyjątkami, o których wkrótce napiszę) do naruszenia praw autorskich, które potocznie bywa nazywane plagiatem.

Marek Nowicki
adwokat

***

Zobacz też:

Czy można zmienić cudzy projekt o 3% i wykorzystać jako własny? – cz. 2

Czy można zmienić cudzy projekt o 3% i wykorzystać jako własny? – cz. 1

Domena publiczna, prawo cytatu, prawo panoramy… – czyli jak korzystać legalnie z cudzej twórczości cz. 2

Czy każdy projekt jest chroniony? – Na przykładach logo i zdjęć

Czy pisuar może być chroniony prawem autorskim? Czym jest utwór?

Do czego są Ci potrzebne prawa autorskie i wiedza na ich temat?

W czym mogę Ci pomóc?

Na blogu jest wiele artykułów, w których dzielę się swoją wiedzą bezpłatnie.

Jeżeli potrzebujesz indywidualnej płatnej pomocy prawnej, to zapraszam Cię do kontaktu.

Przedstaw mi swój problem, a ja zaproponuję, co możemy wspólnie w tej sprawie zrobić i ile będzie kosztować moja praca.

Marek Nowicki

    Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Kancelaria Adwokacka Marek Nowicki w celu obsługi przesłanego zapytania. Szczegóły: polityka prywatności.

    { 0 komentarze… dodaj teraz swój }

    Dodaj komentarz

    Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Kancelaria Adwokacka Marek Nowicki w celu obsługi komentarzy. Szczegóły: polityka prywatności.

    Poprzedni wpis:

    Następny wpis: