Marek Nowicki

adwokat

Prowadzę kancelarię w Bielsku-Białej, ale doradzam twórcom i przedsiębiorcom z całej Polski. Mam przyjemność łączyć zainteresowania z życiem zawodowym - moją pasją są technologia i gry wideo, a na co dzień zajmuję się głównie prawem autorskim, przygotowując umowy, regulaminy i pisma dla branży kreatywnej i e-commerce...
[Więcej >>>]

Potrzebujesz porady albo umowy?

Kto ma prawa autorskie do grafik Midjourney, Stable Diffusion i Dall-E 2?

Marek Nowicki29 listopada 2022Komentarze (0)

W ostatnim czasie temat generowania różnych wytworów przy pomocy sztucznej inteligencji nie zwalnia, bo do nagłówków dotyczących Midjourney, Stable Diffusion i Dall-E 2, dołączają doniesienia prasowe o narzędziach firmy Meta (dawny Facebook), które, podobnie jak Facebook, są bronią obusieczną.

Nie zawsze (albo nie tylko) chodzi o prawo.

Mowa nie tylko o Make-a-Video służącym do tworzenia krótkich filmików na podstawie komend tekstowych (np. średniowieczny rycerz na księżycu) przy braku poszanowania praw autorskich, ale przede wszystkim o demonstracyjnej wersji narzędzia Galactica, które tworzyło profesjonalnie brzmiące „artykuły naukowe” o zaletach jedzenia kruszonego szkła albo popełnienia samobójstwa. A przynajmniej do czasu, kiedy Meta bez zapowiedzi schowała to narzędzie do szuflady.

prawo autorskie stable diffusion marek nowicki adwokat bielsko

Jedzenie szkła, wbrew temu, co wynika z artykułów nowego narzędzia Mety, to naprawdę nie jest dobry pomysł. Źródło: Unsplash

Brzmi dystopijnie?

To teraz weźmy jeszcze pod uwagę fakt, że w listopadzie 2021 roku wartość rynkowa netto firmy Meta/Facebook była o połowę wyższa, niż PKB całej Polski (źródło: dane StockAnalysis i Banku Światowego dostępne tutaj i tutaj).

Czy to może się skończyć dobrze?

Teoretycznie mogłoby, zakładając, że ludzie, którzy są na czele tych firm i inwestycji, są odpowiedzialni. Przecież są dorośli, świetnie wyedukowani, dobrze zarabiają i w ogóle.

Co może pójść nie tak?

A no na przykład to, że Yann LeCun, szef działu rozwoju sztucznej inteligencji Mety, w dobie globalnego problemu z dezinformacją i wykorzystywania opartych na niej kampanii w wyścigu o fotel prezydencki USA w 2016 i 2020 (o wpływie na wynik Brexitu nie wspominając), nie widzi żadnego problemu w tym, że „artykuły naukowe” wygenerowane przez Galactica zachęcają do jedzenia szkła czy odebrania sobie życia.

Przyszłość zapowiada się więc wspaniale.

Wróćmy jednak do głównego tematu, czyli narzędzi, które mają potencjał, żeby wnieść do naszego świata sporo dobrego już dzisiaj. Mowa o „generatorach sztuki” w postaci Midjourney, Stable Diffusion i Dall-E 2, a konkretnie o tym kto ma prawa autorskie do grafik wytworzonych przy pomocy Midjourney, Stable Diffusion i Dall-E 2?

midjourney stable diffusion marek nowicki adwokat bielsko prawo autorskie

Jeśli komuś się jeszcze wydaje, że ludzie „na górze” wiedzą co robią w kontekście zagrożeń związanych z technologią, to najwyższy czas zdjąć różowe okulary. Chciałbym, żeby wypowiedź LeCuna była wyrwana z kontekstu, ale nie jest.

Jak w każdym głośnym temacie, również i w sprawie praw do wytworów tych narzędzi wypowiadają się wszyscy, serwując różne koncepcje:

  1. Prawa ma AI.
  2. Prawa ma twórca AI.
  3. Prawa ma użytkownik.
  4. Nikt nie ma praw.

Mowa oczywiście o prawach autorskich. Bo pojawia się kolejna wątpliwość – czy te prawa są prawami autorskimi, a jeśli nie, to jakimi, i jakie to ma w ogóle znaczenie?

O tym za chwilę.

 

Kto ma prawa autorskie do grafik Midjourney, Stable Diffusion i Dall-E 2?

Zacznijmy od początku.

1. Prawa autorskie ma AI.

Prawa autorskie przysługują nie do byle czego, tylko do utworu, czyli czegoś, co powstało wskutek świadomych, twórczych decyzji… twórcy („Jak ci na imię, Andrzeju?”). Więcej pisałem o tym we wpisie poświęconym temu co może być chronione prawem autorskim tutaj i tutaj.

prawo autorskie stable diffusion marek nowicki adwokat bielsko

Tak nie wygląda autor w rozumieniu prawa autorskiego. Źródło: Unsplash

W przeważającej części świata, w tym w całej Unii Europejskiej, uznaje się, że taką świadomą, twórczą decyzję, może podjąć wyłącznie człowiek, a nie maszyna. Maszyna może co najwyżej wygenerować to, czego nauczyła się od człowieka, na polecenie człowieka. Nie mam kwalifikacji do tego, żeby prowadzić pozaprawne wywody na temat uczenia maszynowego i aspektów etycznych wykorzystywania tego, co nazywamy sztuczną inteligencją, więc zostańmy przy kwestiach prawnych.

Skoro maszyna nie może podjąć świadomej, twórczej decyzji, to nie może mieć do czegokolwiek praw autorskich.

I tutaj ucinamy głowę koncepcji nr 1, że prawa do grafik wygenerowanych przez generator ma… generator. Idźmy dalej.

2. Prawa autorskie ma twórca AI.

Można stwierdzić, że twórca (a właściwie niemały zespół twórców, bo żadnego z tych narzędzi nie stworzyła jedna osoba) podejmował świadome, twórcze decyzje, tworząc maszynę. Można, a nawet trzeba, i prawo to uwzględnia. Ale nie w taki sposób, że twórcy mają prawa do grafik wyplutych przez AI, tylko w taki sposób, że mają prawa do kodu źródłowego tych narzędzi, do interfejsu graficznego, do tekstu, który jest w instrukcji itd. Natomiast nie ma żadnego powodu*, żeby twierdzić, że twórcy mieliby mieć prawo do grafiki, którą ja wygeneruję w takim Midjourney, Stable Diffusion czy Dall-E 2.

Przecież to nie oni mieli wpływ na to, że Midjourney wygeneruje mi owczarka niemieckiego jadącego na nartach w czapce Św. Mikołaja, zamiast np. iglo na pustyni, tylko ja, wpisując na Discordzie prompt (komendę?), z któego wynika, że chcę wygenerować właśnie świątecznego psa-narciarza.

* Tak naprawdę, to jest pewien powód, żeby iść pod prąd. Powód ten można opisać na klawiaturze w następujący sposób:

$$

I tak o to, wg regulaminu Dall-E 2, prawa do grafik wygenerowanych przez użytkowników powstają na rzecz… Open AI, czyli firmy, do której należy model Dall-E 2. Przy czym regulamin nie nazywa tych praw prawami autorskimi, a prawami… po prostu. Ma to takie znaczenie, że ja mogę mieć prawo własności (być właścicielem) do egzemplarza książki, ale to nie oznacza, że mam do niej prawa autorskie.

Jaka jest różnica między prawem własności a prawem autorskim?

Ogromna, bo wartość egzemplarza książki „Gwiezdne Wojny: Nowa Nadzieja”, to ok. 15 zł, a wartość praw autorskich do „Gwiezdnych Wojen: Nowej Nadziei” to miliardy.

Co prawda Open AI rzekomo przenosi prawa do wygenerowanych grafik na użytkowników automatycznie na podstawie regulaminu, ale przecież żeby coś przenieść/sprzedać, to najpierw trzeba to mieć, a skąd Open AI miałoby mieć prawa autorskie do czegoś, czego nie zrobiło (bo „zrobiłem” to ja wpisując odpowiednie wytyczne dla modelu) i o czego istnieniu nawet nie wie?

A jeśli Open AI wpisze w swoim regulaminie Dall-E 2, że ja, Marek Nowicki, jestem koniem, to czy ja nagle zacznę wesoło poprychiwać i galopować?

Nie, choć gdyby Open AI, tak jak każda inna korporacja, widziała w takim rozwiązaniu szansę na zarobek, to pewnie by to zrobiła. Niemniej jednak wobec polskiego prawa dalej będę człowiekiem, a nie koniem. I tak samo moim zdaniem prawa autorskie po prostu nie powstaną na rzecz Open AI, niezależnie od tego co zostanie wpisane do regulaminu korzystania z generatora.

I tak oto ucinamy głowę koncepcji nr 2, wg której prawa autorskie do tego, co wypluje na moje polecenie generator sztuki, należą do twórcy/właściciela generatora.

3. Prawa autorskie ma użytkownik.

To jest stwierdzenie, które chyba wywołuje najwięcej dyskusji, a przy okazji jest blisko prawdy.

Choć ja się z nim i tak, co do zasady*, nie zgadzam.

Jeśli wpiszę w języku angielskim instrukcję typu: „astronauta jadący na koniu, w stylu Salvadora Dali”, to generator poczęstuje mnie kilkoma wynikami z gatunku surrealizmu, a ja sobie wybiorę jeden z nich, żeby otrzymać wersję końcową do dalszych celów.

Ale czy to wystarczy, żebym miał prawa autorskie do chociaż jednej z propozycji generatora?

Niby podjąłem jakieś decyzje, bo to przecież ja wpadłem na pomysł co należy wpisać, żeby otrzymać propozycje generatora. Co więcej, wybrałem jedną z tych propozycji, odrzucając inne, a to w końcu też jest jakaś decyzja.

Tylko jaki ja mam wpływ na ostateczny wygląd tego surrealistycznego astronauty jadącego na koniu?

Mniej więcej taki, jak wtedy, gdy poproszę profesjonalistę o to, żeby ten namalował na moje zamówienie jakiegoś astronautę jadącego na koniu i zainspirował się Salvadorem Dali.

Rozumiem, że „fascynujące” i „wątpliwości” to jedne z najczęściej padających słów we wszystkich dyskusjach czy artykułach dotyczących AI, ale jak przeniesiemy (ten sam) mój wkład twórczy na bardziej znajomy grunt klasycznego malarstwa, to dojdziemy do szybkiego wniosku, że to nie ja jestem autorem, tylko osoba, która wykonała astronautę na koniu na moje zamówienie.

I tak widzę, co do zasady, temat praw autorskich powstających po stronie użytkownika. Teoretycznie jest to możliwe, ale w 99% przypadków wkład twórczy użytkownika jest zbyt mały, ogranicza się do kilku-kilkunastu słów i nie przekłada się na wynik, bo jeśli wpiszemy taką samą komendę w nowym zapytaniu, to nie zobaczymy tych samych wyników, tylko inne. Zatem jeśli już, to prędzej dojdzie do powstania praw autorskich do samej instrukcji (promptu), jeśli ta byłaby szczegółowa, a nie do grafik zaproponowanych przez generator.

I tutaj dochodzimy do sedna problemu:

Co w sytuacji, jeśli ja non-stop siedzę nad tym biednym malarzem i narzekam, że to powinno być zrobione inaczej, tu mi się nie podoba, tutaj trzeba zmienić perspektywę, tu inaczej zagrać oświetleniem, i w trybie ciągłym prowadzę go za rękę (żeby nie powiedzieć, że „maluję nim obraz”)?

Wtedy rzeczywiście może się okazać, że choć nie dotknąłem pędzla, to jestem albo współautorem tego obrazu, albo może nawet wyłącznym autorem, jeśli wpływ malarza był ograniczony do minimum.

W taki sam sposób może dojść do sytuacji, w której to użytkownikowi będą przysługiwać prawa autorskie do czegoś, co zostanie „wyprodukowane” przez generator grafik typu Dall-E, Midjourney czy Stable Diffusion, choć w mojej ocenie to wyjątek od reguły, a nie reguła.

Za zgodą jednego z Czytelników bloga, Mikołaja Birka, grafika-ilustratora i wykładowcy związanego z WSIiZ w Rzeszowie (ArtstationInstagram), pozwolę sobie zobrazować sytuację na podstawie jego pracy w wersjach „przed”, „w trakcie” i „po”:

Wersja oryginalna:

Mikołaj Birek, Waiting (ang. oczekiwanie), [2006]

Mikołaj Birek – „Waiting” [2006] (oryginał)

Jedna z wielu wersji „work in progress” wygenerowanych na podstawie oryginału przez Stable Diffusion:

Mikołaj Birek, "Waiting" [2006], Stable Diffusion

Mikołaj Birek – „Waiting” [2006] po dłuższej zabawie ze Stable Diffusion

Wersja ostateczna:

Mikołaj Birek – „Waiting” [2022] (wersja po ekstensywnej edycji i dodatkowym malowaniu, stworzona przy wykorzystaniu jednej z wielu propozycji wygenerowanych przez Stable Diffusion, a potem dopracowana w Photoshopie)

Po pierwsze, podziękowania dla Mikołaja, za inspirację do napisania kolejnego artykułu na temat generatorów sztuki oraz za zgodę na wykorzystanie jego dzieła w tym artykule.

Po drugie, uznanie i gratulacje dla Mikołaja, bo „Waiting” zarówno w wersji z 2006 i z 2022, jest po prostu niesamowite. Czapka z głowy, szczęka na podłodze. Nic, tylko pozazdrościć talentu, cierpliwości i warsztatu.

Po trzecie, wreszcie, czy można mieć choćby najmniejsze wątpliwości, że autorem „Waiting” w wydaniu z 2022 jest nie kto inny, jak Mikołaj, pomimo że do transformacji wersji z 2006 do wersji z 2022 posłużył się on modelem Stable Diffusion?

Absolutnie nie.

Wykorzystanie Stable Diffusion nie różniło się w tym wypadku od wykorzystania Photoshopa. To było wyłącznie narzędzie pozwalające na osiągnięcie wybranych celów bez chwytania za analogowy ołówek. Jedyne wątpliwości można mieć co do tego, czy Mikołaj ma prawa autorskie do transformacji „Waiting” z wersji z 2006 do wersji środkowej.

Te wątpliwości rozstrzygnąłbym jednak na korzyść Mikołaja na podstawie jego relacji z tego, jak odbyła się ta transformacja:

To jest mój rysunek z 2006 roku. Przepuściłem go przez Stable Diffusion, trybem image to image, wpisałem prompt (man standing in front of a giant machine, intricate, detailed itp, i jakieś 15 randomowych nazwisk artystów – interfejs SD którego używam dosłownie ma opcję dodania randomowego nazwiska z bazy dla „stylu”). Wygenerowałem ze 30 różnych obrazów na tej podstawie, pozmieniałem kilka rzeczy w obrazie wsadowym (drobna edycja jasności, wyciąłem trochę cienia), pokombinowałem z promptem, siłą „szumu” która decyduje o tym jak bardzo SD ma się trzymać obrazu bazowego.

Jak widać, Mikołaj jak najbardziej miał wpływ, i to niemały, na tą transformację.

Podsumowując: Mikołaj ma prawa autorskie do każdej z tych wersji, a zatem może każdemu zakazać m.in. powielania, publikowania czy zmieniania ich bez jego zgody. I choć jest to sytuacja nieszczególnie częsta w kontekście doniesień medialnych na temat użytkowników korzystających z generatorów sztuki, to jednak jak najbardziej może dojść do sytuacji, w której prawa autorskie do wytworów AI będzie miał użytkownik.

4. Nikt nie ma praw autorskich.

To będzie najczęstszy przypadek, którego nie muszę chyba na tym etapie artykułu szczególnie rozwijać.

Jeśli nie miałem wystarczającego wkładu twórczego (nie chodzi o wysiłek) w powstanie grafiki (albo tekstu, muzyki, linii kodu, wyglądu pisuaru i kto wie czego jeszcze), to po prostu nie powstają prawa autorskie, bo nie mają czego chronić.

A skoro tych praw nie ma ani użytkownik, ani „program”, ani właściciel/twórca programu, to nie ma żadnych kandydatów, na których rzecz mogłyby powstać prawa autorskie.

 

A co na to wszystko regulaminy Dall-E 2, Midjourney i Stable Diffusion?

W skrócie:

  • Regulamin Dall-E 2 stanowi, że prawa autorskie powstają po stronie Open AI, a ta spółka następnie przenosi je automatycznie na użytkownika;
  • Regulamin Midjourney stanowi, że prawa do wszystkiego, co wytworzy generator Midjourney, co do zasady przysługują użytkownikowi, poza kilkoma wyjątkami, przy czym jednym z tych wyjątków jest korzystanie z Midjourney na zasadzie bezpłatnego dostępu, wtedy rzekomo prawa autorskie powstają po stronie Midjourney, a oni łaskawie udzielają użytkownikowi licencji;
  • Regulamin Stable Diffusion ten temat pomija, ograniczając się do postanowienia, że na wszystko, co użytkownik wrzuci do Stable Diffusion, udzielana jest przez użytkownika na rzecz Stability.AI (twórców/właścicieli Stable Diffusion) maksymalnie długa, niewypowiadalna licencja, natomiast w sekcji FAQ, odpowiedź na pytanie „kto ma prawa autorskie do grafik wygenerowanych przez Stable Diffusion” brzmi: „To skomplikowane i zależy od jurysdykcji”.

I co nam z tych postanowień regulaminów wynika?

Niewiele.

Albo przynajmniej niewiele elementów, których nie dałoby się łatwo podważyć.

Paradoksalnie, najtrudniej się przyczepić do regulaminu Stable Diffusion. Pomijając, że temat rzeczywiście jest skomplikowany i zależy od jurysdykcji, to faktycznie o ile w Polsce prawa autorskie co najwyżej mogą powstać na rzecz użytkownika albo wcale, o tyle niewykluczone, że istnieją kraje, w których prawa autorskie mogłyby powstać na rzecz twórców Stable Diffusion. A przecież regulamin nie może przesądzać o tym, na czyją rzecz powstaną prawa autorskie, tylko co najwyżej może rozstrzygać o licencji. I regulamin Stable Diffusion to potwierdza, choć nie wprost (bo jak inaczej użytkownik miałby udzielić licencji na coś, do czego nie ma praw autorskich?).

Mimo wszystko warto jednak wiedzieć, że wrzucając do generatorów instrukcje tekstowe (prompty) albo grafiki, udzielamy licencji mocno wykraczającej ponad minimalne warunki, jakich potrzebuje firma udostępniająca te narzędzia, do utrzymania działania tych narzędzi w zgodzie z prawem. Nie powinna to być żadna nowość w kontekście umieszczania grafik, tekstów czy zdjęć na portalach społecznościowych, które robią od wielu lat dokładnie to samo, przechowując i mieląc te materiały jeszcze długo po ich usunięciu przez nas.

Najczęściej bez naszej świadomości, ale jednak po zaakceptowaniu dziesiątek stron A4 regulaminów jednym kliknięciem na etapie zakładania konta użytkownika.

Jak to mawiają, nie ma nic za darmo.

Prawa do grafik wygenerowanych przez Midjourney, Stable Diffusion i Dall-E 2 – podsumowanie

Temat praw autorskich do grafik Midjourney, Dall-E 2 i Stable Diffusion jest skomplikowany, ale chcącemu i rozumiejącemu podstawy prawa autorskiego można to wyjaśnić jednym zdaniem.

Jeśli użytkownik wniesie wkład twórczy w ostateczny efekt, to do tego ostatecznego efektu prawa będzie mieć użytkownik. Jeśli użytkownik nie wniósł jednak wkładu twórczego, to praw nie ma nikt. I choć w zdecydowanej większości przypadków ten drugi scenariusz będzie przeważać, o tyle warto szczególnie obserwować efekty tych pozostałych przypadków, bo one potrafią być spektakularne.

Tak jak spektakularny jest „Waiting” Mikołaja.

Marek Nowicki
adwokat

***

Prawa autorskie a sztuczna inteligencja (Dall-E)

Dzisiaj mała przerwa od plagiatów i zmian, bo zajmiemy się dość głośnym ostatnio tematem za sprawą Dall-E – prawa autorskie a sztuczna inteligencja.

Prawa autorskie a sztuczna inteligencja (Dall-E, Dall-E Mini, Midjourney)

Myślałem, że to temat, który bardziej interesuje filozofów, socjologów i prawników, niż grafików, ale na jednym z forów dla grafików na FB zadano mi takie pytanie [Czytaj dalej…]

***

Zobacz też:

Czy AI może się uczyć na cudzej twórczości bez licencji?
Sztuczna inteligencja wygrała konkurs plastyczny (Midjourney)
Prawa autorskie zwierząt
Prawa autorskie a sztuczna inteligencja (Dall-E)

W czym mogę Ci pomóc?

Na blogu jest wiele artykułów, w których dzielę się swoją wiedzą bezpłatnie.

Jeżeli potrzebujesz indywidualnej płatnej pomocy prawnej, to zapraszam Cię do kontaktu.

Przedstaw mi swój problem, a ja zaproponuję, co możemy wspólnie w tej sprawie zrobić i ile będzie kosztować moja praca.

Marek Nowicki

    Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Kancelaria Adwokacka Marek Nowicki w celu obsługi przesłanego zapytania. Szczegóły: polityka prywatności.

    { 0 komentarze… dodaj teraz swój }

    Dodaj komentarz

    Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Kancelaria Adwokacka Marek Nowicki w celu obsługi komentarzy. Szczegóły: polityka prywatności.

    Poprzedni wpis:

    Następny wpis: