Marek Nowicki

adwokat

Prowadzę kancelarię w Bielsku-Białej, ale doradzam twórcom i przedsiębiorcom z całej Polski. Mam przyjemność łączyć zainteresowania z życiem zawodowym - moją pasją są technologia i gry wideo, a na co dzień zajmuję się głównie prawem autorskim, przygotowując umowy, regulaminy i pisma dla branży kreatywnej i e-commerce...
[Więcej >>>]

Potrzebujesz porady albo umowy?

Ostatnio na przykładzie pixel artu Milesa Davisa i plakatów z filmów Ocean’s Twelve i Sztos 2 pokazałem pewną niespodziewaną zależność.

Z pytaniem, czy można zmienić cudzy projekt o 3%, jest jak z dzieleniem przez zero.

W polskim prawie ten % zmiany po prostu nie ma znaczenia. I przez to nie ma sensu tego oceniać, bo nie tam jest problem. Dlatego też jednym razem będzie można zmienić cudzy projekt o 50% i będzie to „legalne”, a innym razem zmiana o 3% będzie „nielegalna”.

Dlaczego tak jest?

Dlatego, żeby granica między legalną zmianą a nielegalną mogła przebiegać w jednym, konkretnym miejscu.

Ale również i dlatego, żeby nie było sporów o to, czy ktoś już nie wpadł przed nami na pomysł przyklejenia banana do ściany taśmą klejącą, tym samym powodując, że… nikt już nie będzie mógł przykleić banana do ściany taśmą klejącą.

I to przez bardzo długi okres, bo przez całe życie „twórcy” i przez 70 po jego śmierci.

Długo, prawda?

Taki system byłby po prostu absurdalny. Co nie znaczy, że nasz jest idealny, bo z pewnością nie jest, o czym będę jeszcze pisać kiedy indziej.

Czyli podsumowując:

Skoro nie ma znaczenia czy zmiana cudzego projektu jest o 3% czy o 15%, to co ma znaczenie?

Pisałem o tym szczegółowo np. tutaj i tutaj. Skrótowa konkluzja:

(…) nawet jeśli zmienisz cudzy projekt aż o 75%, to prawdopodobnie i tak naruszasz prawa autora oryginału.

Z kolei jeśli zrobisz coś własnego od początku, nawet jeśli łudząco przypomina to cudzą twórczość, to nie naruszasz prawa autorskiego. Powód: nie pracujesz na cudzym materiale.

No dobrze, ale możesz się zastanawiać: gdzie nas prowadzi ta powtórka?

A prowadzi nas do bardzo interesujących wniosków, na które preferowałbym, jeśli spróbujesz wpaść samodzielnie.

Dlatego przygotowałem mały „test” w postaci dwóch grafik.

Żeby odpowiedzieć na te grafiki-pytania, zamieść komentarz pod postem albo napisz maila.

„Pytanie” nr 1:

Czy można zmienić cudzy projekt? Plagiat a inspiracja marek nowicki adwokat prawo autorskie bielsko test 1

Oryginał z okładki albumu Milesa Davisa po lewej, pixel art Andy’ego Baio po prawej.
Czy można (legalnie) przerobić wersję z lewej tak, żeby ostatecznie wyglądała jak obrazek po prawej?*

„Pytanie” nr 2:

Czy można zmienić cudzy projekt? Plagiat a inspiracja marek nowicki adwokat prawo autorskie bielsko test 1

Po lewej oryginalna fotografia Prince’a wykonana przez Lynna Goldsmitha. Po prawej – łudząco podobna ilustracja autorstwa Andy’ego Warhola.
Czy doszło do naruszenia?*

Ciekawostka – problem zobrazowany jako „Pytanie nr 2” jest dość głośny. Po wielu latach sporu trafił wreszcie do Sądu Najwyższego USA, który ma się tą sprawą zająć jesienią 2022r. Jest też artykuł w języku polskim, chociaż nie do końca aktualny.

Zostawiam pytania jako otwarte i czekam na odpowiedzi w komentarzach albo na mailu, chociaż preferowałbym wariant pierwszy.

Moja odpowiedź pojawi się już niedługo w komentarzu albo w formie osobnego wpisu, który zalinkuję na dole w okolicy „Zobacz też” jako część czwartą cyklu.

* Dla dociekliwych – nie chodzi oczywiście o to, czy naruszeniem będzie samo zrobienie stworzenie tych grafik/ilustracji i trzymanie ich w przysłowiowej piwnicy, tylko o to, czy można je „normalnie” rozpowszechniać pod swoim nazwiskiem i na nich zarabiać.

Marek Nowicki
adwokat

***

Zobacz też:

Czy można zmienić cudzy projekt o 3% i wykorzystać jako własny? – cz. 2

Czy można trochę zmienić cudzy projekt i wykorzystać jako swój? – cz. 1

Domena publiczna, prawo cytatu, prawo panoramy… – czyli jak korzystać legalnie z cudzej twórczości cz. 2

Plagiat a inspiracja – jak korzystać legalnie z cudzej twórczości?

Czy każdy projekt jest chroniony? – Na przykładach logo i zdjęć

Czy pisuar może być chroniony prawem autorskim? Czym jest utwór?

W poprzednim wpisie zmierzyłem się z odwiecznym dylematem, który miał chyba każdy z nas:

Czy można zmienić cudzy projekt o 3% i wykorzystać jako własny?

Posłużyłem się do tego celu historią pewnego bloggera, która uczy, że, granica między legalną a nielegalną zmianą jest cienka.

Co gorsza, dla każdego ta granica jest trochę gdzie indziej.

Warto się dla eksperymentu zastanowić nad tym, gdzie leży nasza własna granica na podstawie poniższej grafiki.

Plagiat a inspiracja Marek Nowicki adwokat prawo autorskie bielsko miles davis

A gdzie Ty postawisz granicę?

Krótki recap:

Blogger Andy Baio wykorzystał okładkę albumu Milesa Davisa „Kind of Blue” poprzez przerobienie jej na pixel art.

Pech chciał, że okładka była zdjęciem Milesa Davisa wykonanym przez pewnego fotografa.

A fotograf nie wyraził zgody.

Efekt? 

Dym i 32 500 USD odszkodowania dla fotografa w ramach ugody (w sądzie miało być 100 000 USD).

Fakt, że sprawa działa się w USA. Ale czy w Polsce skończyłaby się inaczej?

Moim zdaniem nie.

(No może poza tym, że odszkodowanie byłoby w innej walucie.)

Czy można zmienić cudzy projekt o 3%?

Odnosiłem się też w poprzednim wpisie do pytania o to, „o ile” można zmienić cudzy projekt.

3%? 10%? 25%?

Wspominałem też, że na to pytanie nie do końca się da odpowiedzieć. Prawo zostało po prostu stworzone inaczej i bierze się pod uwagę zupełnie inne kryteria.

Najprościej mówiąc, chodzi o to, czy doszło dosłownie do operacji na cudzej twórczości.

Czemu dosłownie? I czemu to takie ważne?

Obiecałem sobie, że nie będę cytował na tym blogu przepisów, bo mało kogo poza prawnikami interesują, a ten blog przecież nie jest dla prawników.

(No chyba, że mowa o przepisach kulinarnych…)

Problemem z perspektywy prawa autorskiego nie jest %, tylko sam fakt, że doszło do powstania „opracowania”.

Innymi słowy: nawet jeśli zmienisz cudzy projekt aż o 75%, to prawdopodobnie i tak naruszasz prawa autora oryginału.

Z kolei jeśli zrobisz coś własnego od początku, nawet jeśli łudząco przypomina to cudzą twórczość, to nie naruszasz prawa autorskiego. Powód: nie pracujesz na cudzym materiale.

Oczywiście przy założeniu, że nie przejmujesz 1:1 elementów twórczych cudzego projektu, tylko np. pomysł. Albo klimat. Albo jeszcze co innego.

Wtedy nawet sytuacja, która wygląda na tą „zmianę o 5%”, nie będzie opracowaniem, tylko inspiracją.

A inspiracja jest przecież legalna. Pisałem o tym np. tutaj.

Plagiat a inspiracja – spróbujmy na przykładzie.

Wiemy już, że przy albumie z fotografią Milesa Davisa „było majstrowane”, bo przecież ten pixel art nie został stworzony od zera, tylko doszło do konwersji zdjęcia w programie do obróbki zdjęć.

Plagiat a inspiracja Marek Nowicki adwokat prawo autorskie bielsko miles davis

Jay Maisel vs Andy Baio, czyli okładka albumu Milesa Davisa przerobiona na pixel art. |  Źródło: https://waxy.org/2011/06/kind_of_screwed/

Załóżmy, że to była zmiana o 3%. Albo nawet o te 10%.

To nie ma znaczenia.

Było majstrowane, to mamy opracowanie.

A skoro mamy opracowanie, a nie mamy jednocześnie zgody autora fotografii (albo któregoś z wyjątków, o których pisałem np. tutaj), to mamy naruszenie praw autorskich tego autora.

Proste.

Ale jeszcze prostsze będzie na przykładzie… grafiki.

W końcu to blog dla grafików, ilustratorów, designerów i fotografów, a nie dla pisarzy (choć wszyscy są mile widziani).

Przyjrzyjmy się, jak to „polscy filmowcy skopiowali plakat znanego filmu”.

plagiat a inspiracja marek nowicki adwokat prawo autorskie sztos oceans fakt

Plakat filmu „Sztos 2” vs plakat filmu „Ocean’s Twelve” | Źródło: https://www.fakt.pl/kobieta/plotki/polscy-filmowcy-skopiowali-plakat-znanego-filmu/4w7wm53

(Trzeba jednak przyznać, że pod prowokującym nagłówkiem mamy sprecyzowanie – skopiowany został pomysł. No cóż, chociaż tyle. Mogło być gorzej.)

A więc raz jeszcze. Nie patrzymy, czy zmiana jest o 3%, 15% czy 30%. Zwracamy za to uwagę, czy „było majstrowane”.

Było?

No nie było.

Przecież to nie jest tak, że podmieniano każdą literkę z plakatu Ocean’s Twelve, żeby stworzyć plakat Sztos 2. Ani nie podmieniano twarzy George’a Clooneya, Brada Pitta i Matta Damona na twarze Cezarego Pazury, Borysa Szyca i Bogusława Lindy.

Po prostu przejęto pomysł, najpewniej w pełni świadomie.

I to jest OK.

Przecież skoro „nie było majstrowane”, to nie doszło do powstania opracowania („plagiatu”), na którego rozpowszechnianie trzeba mieć zgodę.

Doszło do jedynie powstania inspiracji, a inspiracja jest legalna.

Podsumowanie

Mam nadzieję, że teraz łatwiej będzie Ci zrozumieć, dlaczego nie da się odpowiedzieć na pytanie: „Czy można zmienić cudzy projekt o 3%”.

I tak to jest w tym naszym prawie. Jednym razem zmiana o 50% będzie „nielegalna”, a innym razem zmiana o 3% będzie „legalna”.

Dziwne? Może.

Ale przynajmniej możemy wytyczyć jedną granicę w konkretnym miejscu i wszyscy się na nią zgodzimy, bo ona obiektywnie w tym miejscu istnieje.

Natomiast gdyby przyjąć, że zmiana jest dopuszczalna maksymalnie o 10%, to jedni stwierdzą, że Andy Baio naruszył prawa fotografa do okładki albumu Milesa Davisa, bo to było ich zdaniem więcej 15%, a drudzy powiedzą, że nie ma się czym martwić, bo zmiana była tylko o 4,76%.

Można to skomentować w prosty sposób:

plagiat a inspiracja marek nowicki adwokat prawo autorskie

Zaryzykuję stwierdzenie, że z przepisami prawa autorskiego jest podobnie.

A czy dla Ciebie, Drogi Czytelniku, ma to sens?

Podziel się przemyśleniami albo napisz do mnie, a przerobię to na kolejny wpis.

Marek Nowicki
adwokat

***

Zobacz też:

Czy można trochę zmienić cudzy projekt i wykorzystać jako swój? – cz. 1

Domena publiczna, prawo cytatu, prawo panoramy… – czyli jak korzystać legalnie z cudzej twórczości cz. 2

Plagiat a inspiracja – jak korzystać legalnie z cudzej twórczości?

Czy każdy projekt jest chroniony? – Na przykładach logo i zdjęć

Czy pisuar może być chroniony prawem autorskim? Czym jest utwór?

Niedawno pewna utalentowana graficzka (którą z tego miejsca serdecznie pozdrawiam) zadała mi proste pytanie:

Jak wygląda od strony prawnej zmiana cudzego projektu o 3% – czy jest to jeszcze dozwolone, czy już nie?

Bo wiadomo, wykładowcy na ASP wykładają, prawnicy sobie piszą monografie, a sądy sobie orzekają, ale jak to wygląda w naszej szarej rzeczywistości?

W praktyce – zaczniemy od mema, który dobrze obrazuje problem i idealnie nadaje się na przystawkę.

Plagiat a inspiracja - przykład Marek Nowicki adwokat prawo autorskie bielsko

Michaelsoft Binbows. Brzmi legitnie. Pozdrowienia z Azji.

Zmiana cudzego projektu – legalna czy nie?

Odpowiem po prawniczemu – co do zasady, to zależy, jeśli ustawa nie stanowi inaczej… (faktura przyjdzie pocztą).

A tak na poważnie…

…to problem jest dość skomplikowany i nie da się udzielić jednoznacznej odpowiedzi „z góry”. Co najwyżej można doedukować na konkretnych przykładach.

Chcesz szybkiej odpowiedzi?

To przyjmij, że nie możesz korzystać z cudzej twórczości, przynajmniej będziesz spać spokojnie.

Chcesz dłuższej odpowiedzi?

To czytaj dalej.

Generalnie wszystko zależy co rozumiemy poprzez zmianę. I tu nie chodzi o to, czy mamy do czynienia z 3% czy z 15%, bo jedno i drugie może raz się okazać legalne, a raz nielegalne.

Jeśli dosłownie bierzemy cudzą grafikę (zakładając, że jest chroniona – więcej o tym tutaj, tutaj i tutaj), a następnie na niej pokreślimy po swojemu i wrzucimy taką przerobioną wersję do Internetu, to na 99% nie jest to legalne.

Tego 1% szans można co prawda szukać w wyjątkach takich jak prawo cytatu czy parodia, ale po pierwsze trzeba się „zmieścić” w tych przepisach. A po drugie i tak musimy pamiętać o wskazaniu autorstwa i źródła oryginału, natomiast internetowi piraci grafik lubią zapominać o jednym i drugim.

Zmiana czy plagiat?

Spójrzmy na przykład, który skończył się koniecznością zapłaty 150 000 zł w ramach ugody.

Plagiat a inspiracja - przykład Marek Nowicki adwokat prawo autorskie bielsko

Po lewej zdjęcie przedstawiające Milesa Davisa na okładce jego albumu „Kind of Blue” wykonane przez Jaya Maisela, po prawej pixel art Andy’ego Baio.

Szczerze mówiąc to nie wiem, czy powyższa zmiana to bardziej 3%, 15% czy 50%.

Natomiast na podstawie powyższego obrazka i historii opisanej przez samego płatnika tych 150 000 zł na jego własnym blogu (z dwudziestoletnią historią!) wiemy, że amerykański web developer i blogger Andy Baio po prostu przerobił okładkę albumu jednego z najbardziej znanych muzyków jazzowych na świecie, Milesa Davisa, na tzw. pixel art.*

A zatem doszło do operacji na żywym pacjencie, którym był – na szczęście dla muzyka – „tylko” wizerunek tegoż muzyka uchwycony przez fotografa.

Odnosząc tę sytuację do opisanego powyżej brutalnego uproszczenia – czy doszło do pokreślenia po czyjejś grafice?

No, w sumie tak…

…. a w polskim prawie taki numer oznacza poważne kłopoty, w tym nawet sprawę karną.

Trudno się jednak gniewać na tego groźnego przestępcę.

Główny bohater opisał całą sytuację na swoim blogu, jednocześnie prosząc fanów o nieatakowanie fotografa i edukując swoich „następców” poprzez przytoczenie znanych przykładów wykorzystania cudzej twórczości w kontekście prawa USA.

Oczywiście my mamy swoje własne prawo, ale pewne zagadnienia są tak samo kłopotliwe u nas jak i za oceanem. Amerykanin komentuje to obrazkiem, który daje sporo do myślenia:

Plagiat a inspiracja - przykład Marek Nowicki adwokat prawo autorskie bielsko

A gdzie Ty postawisz granicę?

Nie odkryję Ameryki, jeśli przyznam Andy’emu rację, że granica jest płynna. Powyższy obrazek świetnie pokazuje, że o ile górne rzędy „pachną” naruszeniem praw autorskich, o tyle te dwa dolne z pewnością są OK.

A co z tymi przypadkami pomiędzy?

Dobre pytanie. Tutaj właśnie jest problem, bo zdania prawników (i nie tylko prawników) są w wielu przypadkach podzielone i często na tym tle dochodzi do sporów.

Dlatego generalna zasada jest taka – jak nie masz pewności, to zastanów się dwa razy czy ryzykować, bo lepiej zapobiegać, niż leczyć. A jeśli „mleko się rozlało”, to już się nie zastanawiaj, tylko czym prędzej zgłoś się do prawnika, który zna się na prawie autorskim, bo łatwiej pomóc komuś, kto się zranił dopiero przed chwilą, niż komuś, kto leży ranny od nie wiadomo jak dawna. Nie bez powodu karetki mają pierwszeństwo ruchu i dojeżdżają na miejsce na sygnale błyskawicznie. A przynajmniej w teorii.

***

A gdzie, Drogi Czytelniku, leży granica według Ciebie?

Podziel się przemyśleniami albo napisz do mnie, a przerobię to na kolejny wpis.

Marek Nowicki
adwokat

[Edit z 22.06.2022: na blogu Andy’ego Baio jest napisane, że okładka, którą ostatecznie zrobił w wersji pixel art jego znajomy, nie powstała w wyniku konwersji w programie graficznym, tylko prawdopodobnie powstała „od zera”, co byłoby świetnym argumentem do obrony, gdyby sprawa działa się w Polsce.]

***

Zobacz też:

Czy można zmienić cudzy projekt o 3% i wykorzystać jako własny? – cz. 2

Domena publiczna, prawo cytatu, prawo panoramy… – czyli jak korzystać legalnie z cudzej twórczości cz. 2

Plagiat a inspiracja – jak korzystać legalnie z cudzej twórczości?

Czy każdy projekt jest chroniony? – Na przykładach logo i zdjęć

Czy pisuar może być chroniony prawem autorskim? Czym jest utwór?

Skoro wiesz już czym jest plagiat i odróżniasz go od legalnej inspiracji, to dzisiaj możemy przejść do części drugiej, czyli tego jak możesz przekroczyć granicę legalnej inspiracji… legalnie.

Jak korzystać legalnie z cudzej twórczości?

Jakkolwiek brzmi to podejrzanie, to prawo przewidziało różne wyjątki i bardzo możliwe, że intuicyjnie będziesz je rozpoznawać.

Warto jednak wiedzieć, że intuicja nie jest najlepszym przewodnikiem w świecie prawa autorskiego, zwłaszcza, że często jest mylona przez nowinki pochodzące zza oceanu, takie jak licencja trwająca w nieskończoność, albo królujący w social mediach argument, że skoro poprzez nasze naruszenie praw autorskich twórca zarobił pieniądze albo stał się popularny, to nie ponosimy odpowiedzialności…

Niestety to tak nie działa.

Za naruszanie praw autorskich można ponieść odpowiedzialność odszkodowawczą, a oprócz tego nawet odpowiedzialność karną, dlatego każdy, kto działa w świecie grafiki, powinien być świadomy tego czy w danym przypadku może bezpiecznie wykorzystać cudzą twórczość.

Skoro jednak już tu jesteś, to znaczy, że wszystko zmierza w dobrą stronę. Tyle tytułem wstępu, a teraz do rzeczy.

Na początek pamiętaj, że…

#1 …nie każda „twórczość” jest chroniona.

Jeśli Cię to zaskakuje, to więcej możesz dowiedzieć się o tym tutaj, tutaj i tutaj (proponuję właśnie w tej kolejności). W skrócie, jeśli twórca nie miał okazji podjąć ciągu jakichś swobodnych, twórczych decyzji, to nie mamy w ogóle do czynienia z twórczością chronioną przez prawo autorskie.

Przykłady dzieł sztuki, które nie są utworami:

Plagiat a inspiracja Marek Nowicki adwokat prawo autorskie Bielsko

Czarny Kwadrat na białym tle, Kazimierz Malewicz, 1915

Jeśli Czwarny Kwadrat Malewicza byłby chroniony prawem autorskim, to nikt nie mógłby malować czarnych kwadratów na białym tyle przez całe życie Malewicza i 70 lat po jego śmierci.

Plagiat a inspiracja Marek Nowicki adwokat prawo autorskie Bielsko

Io Sono, Salvatore Garau, 2021, czyli… niewidzialna rzeźba sprzedana w zeszłym roku za jakieś 70 000 zł.

Jak autor nie ma miejsca na swobodę twórczą, to nie ma prawa autorskiego.

Proste?

To teraz bardziej przyziemny przykład.

Plagiat a inspiracja Marek Nowicki adwokat prawo autorskie Bielsko

Pewnego wieczoru we Wrocławiu natknąłem się na taki oto luksusowy apartament koło Narodowego Forum Muzyki, idealny dla pary studentów, położony w samym centrum.

To zdjęcie nie miało być piękne, klimatyczne ani nic z tych rzeczy. Miało po prostu wiernie oddać to, co ukazało się moim oczom, i zająć mi nie więcej niż dwie sekundy w trakcie marszu, więc nie myślałem nawet o kadrowaniu, tylko oddałem taki ślepy strzał i schowałem telefon do kieszeni.

Efekt?

Nie ma swobody twórczej, czyli znowu nie ma prawa autorskiego. Jasne, że proste.

#2 Domena publiczna, czyli korzystanie z dorobku cywilizacji.

Na szczęście nie jesteśmy pierwszymi, którzy wpadli na pomysł korzystania z dorobku tych, co byli przed nami. Domena publiczna to właśnie taki worek, do którego można sięgnąć i korzystać z jego zawartości prawie* bez ograniczeń. Albo z bardzo niewielkimi ograniczeniami, takimi jak przypisanie autorstwa.

Skąd się bierze domena publiczna?

Najprościej mówiąc, domena publiczna bierze się z historii, bo jak pisałem tutaj, prawa autorskie (majątkowe) trwają przez okres życia autora i przez 70 lat po jego śmierci. A zatem jeśli masz nieodpartą ochotę na wykorzystanie np. obrazu Leonarda da Vinci, to mam dobrą wiadomość – prawo nie będzie Ci tu przeszkadzać.

Plagiat a inspiracja Marek Nowicki adwokat prawo autorskie Bielsko

To nie statek kosmiczny, tylko… czołg zaprojektowany przez Leonarda da Vinci w 1485 r.

* Trzeba jednak pamiętać, żeby nie naruszyć praw osobistych, o których możesz pokrótce przeczytać tutaj. Najlepiej zacząć od tego, żeby wskazać w takich wypadkach autora. Leonardo się nie obrazi, jeśli ktoś o tym obowiązku zapomni, zwłaszcza, że za jego czasów prawa autorskiego nie było, ale uwaga – w imieniu zmarłych twórców mogą działać ich bliscy.

Kontynuacja „Nędzników” Victora Hugo – można, czy nie można?

Ciekawskim polecam poczytać o głośnym (we Francji) sporze dotyczącym kontynuacji „Nędzników” przez osobę, która nie była autorem oryginału – np. tutaj. Interesującym wątkiem był wyrok Sądu Apelacyjnego w Paryżu, gdzie stwierdzono, że „Nędznicy” są zbyt wielkim dziełem, żeby przeciętny Louis mógł w ogóle myśleć o tworzeniu kontynuacji (mimo, że od śmierci Victora Hugo minęło dobre 130 lat, czyli jego prawa autorskie wygasły), i żeby za bardzo nie skrzywdzić, to zasądzono… 1€ odszkodowania.

Spoiler: ostatecznie skończyło się na tym, że kontynuacja jednak nie narusza praw „prawdziwego” autora Nędzników, ale podejrzewam, że gdyby autor kontynuacji wiedział jaka go czeka batalia, to by sobie zaoszczędził cierpienia.

#3 Dozwolony użytek (w pracy grafika)

To, co prawnicy nazywają dozwolonym użytkiem, to taki zbiór wyjątków, które z jednej strony są w miarę rozpoznawalne, a z drugiej to mają swoją własną mitologię. W tym miejscu trzeba uczciwie przyznać, że ktoś zrobił niezłą robotę na Wikipedii artykuł nie jest może napisany najprostszym językiem, ale pod kątem merytorycznym jest za to świetny.

No cóż, jak to mawiają – nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny.

Ja co prawda konkurować z Wikipedią nie planuję, ale za to postaram się przedstawić dozwolony użytek z praktycznej perspektywy grafika lub osoby wykonującej pokrewny zawód, dla której wyłączenia kierowane do oświaty albo prasy są mało interesujące, natomiast prawo cytatu czy panoramy to chleb powszedni.

Prawo cytatu

Prawo cytatu ma się nijak do cytatu w rozumieniu potocznym albo do symbolu jakim jest cudzysłów. No, może minimalnie.

Na prawo cytatu można powołać się w ramach własnego utworu wtedy, kiedy jest to uzasadnione „standardowymi” celami cytatu takimi jak wyjaśnienie, krytyka, nauczanie, albo prawa gatunku twórczości.

Jak mam wyjaśnić grafikom czym jest prawo cytatu, jeśli nie przykładem? Proszę bardzo, prawo cytatu w praktyce:

Plagiat a inspiracja Marek Nowicki adwokat prawo autorskie Bielsko

Armia postaci Disneya znaleziona tutaj. Jak rzucać rękawicę, to tym najgroźniejszym.

Zagadka: do ilu postaci naruszyłem właśnie prawa autorskie?

Jak powszechnie wiadomo, Disney nigdy nie przegrywa, zatem być może powinienem się spodziewać kłopotów. Mam jednak dobre wytłumaczenie – właśnie tłumaczę na blogu na czym polega prawo cytatu, i posługuję się w tym celu… prawem cytatu.

Mogę w tym celu wykorzystać we własnym utworze grafiki i zdjęcia w całości, albo fragmenty tekstu, zakładając, że zdążyły za zgodą autora ujrzeć światło dzienne.

Wszystko zależy zatem od celu i okoliczności, w jakich korzystamy z cudzej twórczości.

Odpowiedź na zagadkę: nie naruszyłem praw do żadnej z nich.

Uwaga – prawem cytatu nie jest posłużenie się cudzą twórczością np. w celu upiększenia własnej strony internetowej albo firmowego fanpage’a.

Prawo do wyśmiewania

Może się to komuś wydać dziwne, że w Polsce funkcjonują przepisy pozwalające na ośmieszanie, ale gdyby nie one, to kto o zdrowych zmysłach by się (za darmo) zgodził, żeby przy pomocy jego twórczości robić sobie żarty, albo gorzej – robić sobie żarty z jego własnej twórczości?

To właśnie dzięki tym przepisom można się legalnie pośmiać z językowych czarodziejów przy pomocy wizerunku Kubusia Puchatka:

Plagiat a inspiracja Marek Nowicki adwokat prawo autorskie Bielsko

Klasyczne posunięcie na portalach typu LinkedIn czy GoldenLine

Prawo panoramy

Prawo panoramy to narzędzie, bez którego trudno byłoby funkcjonować w świecie portali społecznościowych. Dzięki niemu mogę np. udostępnić zdjęcie, na którym będzie widoczne Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu i ujść z tym na sucho, pomimo że nie dostałem zgody od osoby, której przysługują choćby prawa autorskie do projektu.

Plagiat a inspiracja Marek Nowicki adwokat prawo autorskie Bielsko

Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu, proj. Kuryłowicz & Associates, zdjęcie własne.

Zasada jest prosta. Można korzystać z takich utworów, które są wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach i ogrodach (ale nie do takiego samego celu).

Prawo do przypadkowego użycia

Wolno też wykorzystać cudzy utwór „przypadkowo”, czyli jeśli on nie ma znaczenia dla całości. Załóżmy, że gdzieś w tle powyższego zdjęcia stoi sobie zaparkowany samochód, którego projekt jest na pewno chroniony jako utwór.

Gdyby prawa do tego projektu posiadał taki Disney, to pewnie nie byłoby mi do śmiechu. Ale na szczęście znowu działam w granicach dozwolonego użytku.

#4 Zgoda uprawnionego

Na koniec zostaje najprostszy scenariusz, czyli uzyskanie zgody.

Niby każdy o umowie wie, tylko chce uniknąć jej zawierania, ale uwaga – to wcale nie musi być „typowa”, pisemna umowa przeniesienia praw autorskich albo licencyjna. Wystarczająca będzie otwarta licencja na zasadzie „bierzcie i jedzcie z tego wszyscy” (np. odmiany Creative Commons tak jak na Wikipedii), albo krótki komunikat w stylu „korzystaj, nie mam nic przeciwko” na Messengerze.

O umowach będzie cała seria osobnych wpisów, więc na razie tutaj się zatrzymajmy.

Podsumowanie – jak korzystać legalnie z cudzej twórczości

Z prawem autorskim naprawdę da się żyć – wyjątków jest w przepisach na tyle dużo, że sam ten post stał się już męcząco długi. I to nawet przy skrótowym opisie tych najważniejszych przypadków.

Korzystanie z cudzej twórczości bez zgody właściwej osoby może zatem być legalne, ale trzeba to robić z głową, zaczynając od podania imienia i nazwiska twórcy oraz źródła, a kończąc na tym, żeby nasza aktywność nie przekroczyła granic dobrego smaku.

Marek Nowicki
adwokat

***

Zobacz też:

Czy można zmienić cudzy projekt o 3% i wykorzystać jako własny? – cz. 2

Czy można zmienić cudzy projekt o 3% i wykorzystać jako własny? – cz. 1

Plagiat a inspiracja – jak korzystać legalnie z cudzej twórczości?

Czy każdy projekt jest chroniony? – Na przykładach logo i zdjęć

Czy pisuar może być chroniony prawem autorskim? Czym jest utwór?

Do czego są Ci potrzebne prawa autorskie i wiedza na ich temat?

Dzisiaj postaram się wyjaśnić na podstawie przykładów czym różni się legalna inspiracja od naruszenia praw autorskich, nazywanego potocznie plagiatem. Potocznie, bo plagiatem w sensie prawnym jest przypisanie sobie cudzego autorstwa, a nie przekroczenie granic legalnej inspiracji, ale ja zostanę tutaj przy potocznym znaczeniu.

Jeśli jesteś na blogu pierwszy raz, to zachęcam do zapoznania się z poprzednimi wpisami <wstęp i ciąg dalszy>, w ramach których skupiłem się na wyjaśnieniu co i kiedy jest chronione przez prawo autorskie z odwołaniem do konkretnych przykładów – zarówno takich abstrakcyjnych, jak i takich, z którymi spotykamy się codziennie, niekoniecznie poświęcając temu szczególną uwagę.

Z kolei <tutaj> wyjaśniłem co to w praktyce oznacza, że utwór (czyli grafika, zdjęcie, tekst, kompozycja i inne – więcej szczegółów w zalinkowanym wpisie) jest chroniony prawem autorskim i jakie uprawnienia ma osoba, której przysługują prawa autorskie.

Dzisiaj czas na połączenie powyższych wątków i wyciągnięcie wniosków co do tego jak korzystać legalnie z cudzej twórczości.

Kiedy inspiracja jest legalna?

Można powiedzieć, że oparcie się na cudzej twórczości będzie legalne wtedy, jeśli nie powielimy ze źródła twórczych elementów, czyli takich, które mogłyby być chronione prawem autorskim.

Co to dokładnie znaczy?

Odwołam się do własnego wpisu, który jest dostępny <tutaj>:

Znaczenie ma tylko i wyłącznie to, czy tworząc coś, podejmujesz twórcze decyzje.

Jeśli rysujesz od kalki, kopiujesz 1:1, albo postanawiasz narysować prostą linię o długości 10 cm, to trudno mówić o świadomych wyborach, bo Twoje wybory są ograniczone do zera albo prawie do zera. Jaka jest szansa, że dwie osoby na świecie narysują identyczną prostą linię o długości 10 cm?

Duża, prawda?

Bierze się to właśnie stąd, że chcąc narysować prostą linię nie masz za bardzo swobody twórczej, bo pozostaje Ci dobranie koloru. A jeśli robisz to niebieskim długopisem na białej kartce A4, to nawet i to Ci nie pozostaje.

A zatem jeśli to „coś” w ogóle nie jest utworem (nie ma charakteru twórczego), tak jak np. logo Nokii, pisuar Duchampa, albo banan przyklejony do ściany taśmą izolacyjną, to sprawa jest względnie prosta – mamy zielone światło i nie naruszymy praw autorskich (ale uwaga, świat się nie kończy na prawie autorskim i trzeba też uważać np. na znaki towarowe i wzory przemysłowe, o których niedługo napiszę).

Gdzie jest granica inspiracji?

Najwięcej problemów nastręcza sytuacja, kiedy źródło naszej inspiracji jest jednak utworem (czyli ma charakter twórczy), a my po prostu tworzymy coś podobnego sugerując się oryginałem, bardziej lub mniej świadomie. W takim przypadku trzeba zidentyfikować czy rzeczywiście powieliliśmy jakikolwiek element twórczy, czy tylko sam pomysł.

W praktyce często się to sprowadza do pytania, czy zrobiliśmy “to samo, ale po swojemu”, czy dosłownie skopiowaliśmy 1:1. Najłatwiej zobaczyć to na przykładach:

Plagiat a inspiracja Marek Nowicki adwokat prawo autorskie Bielsko

Po lewej oparta na przestrzeni negatywnej grafika Nomy Bara, a po prawej okładka tygodnika Przekrój autorstwa Daniela Horowitza.

Plagiat czy inspiracja?

Dziennikarz amerykańskiego “The Atlantic” jest święcie przekonany, że przy opracowywaniu okładki Przekroju doszło do plagiatu, nazywając go <tutaj> przypadkiem rażącej kradzieży (tłum. własne).

O ile dyskutowanie z poglądami znalezionymi w Internecie nie ma większego sensu, o tyle na blogu poświęconym prawu dla grafików i innych zawodów kreatywnych wypada się z takimi mitami bezwzględnie rozprawiać, dlatego powiedzmy sobie jasno – nie doszło do żadnego plagiatu ani innego naruszenia, a co najwyżej do legalnej inspiracji, polegającej na wykorzystaniu pomysłu, a nie elementów twórczych znalezionych w cudzej twórczości.

Skomplikowane?

Niekoniecznie – spójrz wyżej na tekst powyżej komentowanej grafiki. Wystarczy ustalić, czy Daniel Horowitz, autor okładki przedstawiającej Hitlera z wąsem w formie kodu kreskowego, zrobił mniej więcej to samo co Noma Bar, ale po swojemu, czy rzeczywiście skopiował całość albo część Hitlera autorstwa Nomy Bara. Jeśli zrobił coś podobnego, ale po swojemu, to nie ma naruszenia.

Dalej masz wątpliwości?

To zastanówmy się wspólnie co by było, gdyby jednak uznać, że Noma Bar ma prawa autorskie do używania kodów kreskowych zamiast wąsów. Jak pisałem, oznaczałoby to, że nikt na całym świecie przez całe życie Nomy Bara, a także przez 70 lat po jego śmierci, nie mógłby narysować twarzy z kodem kreskowym, bo inaczej naruszyłby prawa autorskie do… no właśnie, do czego, do przestrzeni negatywnej? Do kodów kreskowych? A może do używania kodów kreskowych w portretach? Do przedstawiania Hitlera przy użyciu kolorów czerwonego i czarnego, które są kojarzone z III Rzeszą?

Absurd.

Tym bardziej, że oprócz autorskich praw majątkowych, które wygasają po 70 latach od śmierci twórcy, są jeszcze autorskie prawa osobiste, które trwają w nieskończoność, co oznacza, że nawet za 5000 lat używając kodów kreskowych jako zamiennika wąsa (albo kodów kreskowych w ogóle? Trzeba zapytać tego dziennikarza z The Atlantic…), należałoby na przykład informować, że autorem tego zabiegu był “starożytny” Noma Bar.

Jeśli dochodzimy do takich wzniosłych konkluzji, to oznacza to, że prawdopodobnie gdzieś popełniliśmy błąd w rozumowaniu.

OK, bierzemy na warsztat jeszcze jedno porównanie i zaraz wszystko powinno być jasne.

Nie ma to jak srogi plagiat.

Plagiat a inspiracja Marek Nowicki adwokat prawo autorskie Bielsko

Okładki Dużego Formatu i National Geographic kontra polityk-ekspert z Twittera.

Znowu okładki – tym razem Duży Format i National Geographic, a głównym bohaterem jest torba foliowa (reklamówka, siatka, zrywka, czy jak kto woli) przedstawiona jako góra lodowa, o którą się możemy niedługo rozbić jak Titanic, jeśli dalej będziemy traktować Ziemię tak, jak przez ostatnie 150 lat.

A więc plagiat czy inspiracja?

Jak widać na załączonym powyżej screenie z Twittera, politycy, podobnie jak dziennikarze, nie mają wątpliwości, że doszło do srogiego plagiatu.

Ale my nie jesteśmy na Twitterze i nie szukamy lajków ani retweetów w postach ograniczonych do 280 znaków, więc zróbmy to porządnie.

Po pierwsze sprawdźmy czy okładka Dużego Formatu jest czymś podobnym, ale zrobionym w całości “po swojemu”, czy jednak doszło do powielenia (choćby w części) tej samej grafiki, która znalazła się na okładce National Geographic.

Doszło?

Trudno nie dostrzec podobieństwa, ale przecież nie ma powielenia 1:1. I tutaj można byłoby zakończyć, ale idąc za ciosem sprawdźmy na wszelki wypadek co by się stało, gdyby ekspert z Twittera miał rację. A stałoby się mniej więcej tyle, że przez całe życie autora grafiki z okładki National Geographic i 70 lat po jego śmierci nikt na świecie nie mógłby albo posługiwać się torbami foliowymi w ogóle, albo przynajmniej nie mógłby korzystać z pomysłu polegającego na przedstawieniu góry lodowej jako torby foliowej.

I tak samo jak w przypadku kodu kreskowego będącego substytutem wąsa, do końca świata przecież trwałyby prawa autorskie osobiste twórcy grafiki, którego trzeba byłoby wskazywać jako autora.

Brzmi to rozsądnie?

Nie za bardzo. Prawo autorskie jest skonstruowane tak, żeby chronić twórczość, ale jednocześnie nie hamować rozwoju nauki i kultury. Przyjmując natomiast logikę tych, którzy widzą wszędzie zbyt wiele plagiatów, dojdziemy do szybkiego przekonania, że w zasadzie wszystko już zostało dawno wymyślone – używanie tekstu do komunikacji, posługiwanie się językiem, fontem, obrazkami. Nawet kolorów mamy skończoną ilość, więc może od dzisiaj ograniczę się do używania czarnego i białego? Motyla noga, przecież używanie czarnego fontu też ktoś wcześniej „opatentował”, no i jak tu żyć…

Rozwiewając zatem resztkę wątpliwości – w wojnie o foliową torbę nie doszło do przejęcia elementów twórczych, tylko co najwyżej do przejęcia pomysłu, czyli mamy legalną inspirację, a nie plagiat.

Podsumowanie – plagiat a inspiracja

Niestety dla nas wszystkich, na temat prawa autorskiego wciąż krąży niezliczona liczba mitów. Tym gorzej, że takie mity są często powielane również przez osoby, które z racji wykonywanego zawodu powinny się trzykrotnie upewnić co do swojej nieomylności zanim rzucą w czyjąś stronę oskarżenie o plagiat.

Biorąc pod uwagę, że plagiat (zarówno w tym prawnym znaczeniu, jak i tym potocznym) jest przestępstwem, trudno się w tego typu sytuacjach nie skrzywić, zwłaszcza, że takie “niewinne” oskarżenie może na fali internetowej nagonki przekreślić komuś karierę, albo przynajmniej przyprawić go o kłopoty w pracy i niepotrzebny stres.

Z drugiej strony intencje wspomnianego dziennikarza i polityka były dobre, więc niech każdy oceni sobie takie postępowanie sam, a kiedy przyjdzie mu samemu oceniać plagiat, to niech najlepiej wróci tutaj 🙂

Podsumowując, trzeba odróżniać powielenie pomysłu od powielenia twórczych elementów, które są chronione prawem autorskim. W tym pierwszym przypadku dochodzi do legalnej inspiracji, w tym drugim natomiast dojdzie (z pewnymi wyjątkami, o których wkrótce napiszę) do naruszenia praw autorskich, które potocznie bywa nazywane plagiatem.

Marek Nowicki
adwokat

***

Zobacz też:

Czy można zmienić cudzy projekt o 3% i wykorzystać jako własny? – cz. 2

Czy można zmienić cudzy projekt o 3% i wykorzystać jako własny? – cz. 1

Domena publiczna, prawo cytatu, prawo panoramy… – czyli jak korzystać legalnie z cudzej twórczości cz. 2

Czy każdy projekt jest chroniony? – Na przykładach logo i zdjęć

Czy pisuar może być chroniony prawem autorskim? Czym jest utwór?

Do czego są Ci potrzebne prawa autorskie i wiedza na ich temat?